niedziela, 17 kwietnia 2016

Pożyteczne saprofity? - kilka słów o kuracji drożdżami.

Witajcie J
W przypadku kuracji oczyszczających musimy pamiętać o jednoczesnym wzmacnianiu organizmu. Oczyszczanie organizmu samo w sobie nie jest skuteczne jeśli nie dostarczymy jednocześnie wielu składników odżywczych.  Istotne jest zapewnienie homeostazy. Dziś kilka słów o kuracji drożdżami.




Co to są drożdże?
Zaczniemy stricte biologicznie i niezbyt zachęcająco. Są to jednokomórkowe grzyby, które w sprzyjających warunków błyskawicznie się rozmnażają poprzez pączkowanie.  Drożdże są saprofitami, które uwielbiają podłoża zawierające cukry proste. Ostatnie zdanie nie bez przyczyny o czym dowiecie się w późniejszej części posta.
Wartości odżywcze drożdży
Zawierają bombę witamin oraz składników mineralnych. Ich właściwości wynikają głównie z dużych ilości witamin z grupy B. Każda z nas, dbająca o włosy, skórę i paznokcie świetnie tą grupę witamin kojarzy.  Jest to mocna załoga, która świetnie radzi sobie z odtruwaniem (B6), przeciwdziała odkładaniu się tłuszczu (B7),  eliminuje bezsenność (B3), wzmacnia układ nerwowy (B2) oraz która odpowiada za odpowiednie przetworzenie pokarmu czyli odpowiada za metabolizm organizmu (B1). Ponadto drożdże zawierają także wiele minerałów: cynk poprawiający kondycję włosów i stan paznokci, krwiotwórcze żelazo, selen odtruwający i wspomagający wchłanianie witamin A i E, oraz magnez, który pomaga nam w sytuacjach stresowych. 
Istotna informacja dla wegetarian. Białko, które wchodzi w skład drożdży zawiera białko podobne do białka w mięsie.

Spróbujmy zestawić zbiorcze działanie:
- wspomagają pamięć i koncentrację;
- wzmacniają włosy i paznokcie;
- działają antydepresyjnie;
- skutecznie poprawiają jakość snu;
- likwidują nadwagę;
- korzystnie poprawiają stan cery;
- łagodzą nerwobóle;
- oczyszczają z toksyn poprzez stymulację narządów wydzielniczych i trawiennych.




Z czym to się je

Nagłówek przewrotny ale pamiętajcie, że drożdży nigdy nie wolno jeść na surowo. Cały czas mają one zdolność do rozmnażania a nie chcemy lokatorów,  którzy będą wyjadać najlepsze kąski z naszego pożywienia. Obecność w przewodzie pokarmowym objawiłaby się najprawdopodobniej wzdęciami i bulgotaniem. Prawidłowo należy je zalać wrzątkiem lub mlekiem (jak kto woli). Swoją drogą za jakiś ukaże się post o tym dlaczego możemy całkowicie zrezygnować z mleka. 
Wracając do drożdży, zalanie wrzątkiem jest potrzebne, ponieważ giną w temp. 60 stopni Celsjusza. Zdaję sobie sprawę, że niektórzy z Was nie radząc sobie z zapachem i smakiem będą chcieli je dosłodzić. Ale odradzam, ponieważ nawet słodzenie miodem powoduje utratę selenu, który jest liderem w oczyszczaniu organizmu z toksyn.




Jak stosowałam?

Drożdże zarówno piłam jak i stosowałam te w tabletkach. Najważniejsza jest konsekwencja i cierpliwość. Jeśli planujemy wdrożyć terapię w celu poprawy stanu cery i paznokci może to potrwać dłużej. Organizm jako skomplikowane centrum początkowo zużywa wszystkie dobroczynne składniki tam gdzie jest to najpotrzebniejsze np. aby poprawić pracę trzustki, złagodzić nerwobóle itp. W przypadku gdy sytuacja się unormuje pozostałe witaminy przekazywane są np. do regeneracji skóry, paznokci itp. Z góry ustalona jest właściwa hierarchia ważności. W naszym przypadku wymagana jest cierpliwość. Organizm z pewnością odpowiednio nam się zrewanżuje. Jestem tego pewna!





Moja opinia

Zachęcam do zastosowania. Bez skutków ubocznych (możliwy początkowy wysyp, który z czasem mija) ale jaki to jest problem przy tylu pozytywnych właściwościach? W moim przypadku poprawił się stan cery i urosły paznokcie. Kondycja organizmu jak najbardziej na tak. ;) Chyba stałam się nawet mniej nerwowa w czasie PMS? A to duży pozytyw dla mojego otoczenia ;)  Koszt kuracji jest śmiesznie niski. 1 opakowanie drożdży to cena mniejsza od 1zł. Jedna kostka wystarczyła mi na 2-3 dni. 10 zł to max. za miesiąc stosowania. Opakowanie drożdzy w kapsułkach kosztuje podobnie. 10 zł to odmówienie sobie jednej paczki chipsów i powiedzmy 2 opakowań ciastek. Tak niewiele a jaki pozytywny skutek.


Pozdrawiam serdecznie,
Ruda




środa, 6 kwietnia 2016

Wiosenny przegląd kosmetyczki czyli aktualny ranking produktów do pielęgnacji twarzy i makijażu

Witajcie ;-)

W końcu doczekałyśmy się słonecznych dni. Z tej okazji chciałybyśmy przybliżyć Wam naszą wiosenną, lżejszą pielęgnację i makijaż.

Zimą nasza skóra potrzebowała większej dawki nawilżenia przed mrozem, wiatrem itp.  W tej chwili warto byłoby zdecydować się na kosmetyki o lżejszej formule. Właściwą pielęgnację należy rozpocząć od skutecznego wewnętrznego oczyszczenia np. poprzez picie herbaty z czystka KLIK. Pozbycie się toksyn z układu pokarmowego wpływa na poprawę skóry, włosów i paznokci więc może okazać się, że wcale nie jest potrzebny Wam bardzo kryjący podkład. Dobrze oczyszczony organizm lepiej wchłania substancje mineralne, witaminy z naszego pokarmu i suplementy.
Na zdjęciu znajdują się kosmetyki, które w tej chwili stosuję najczęściej. Nigdy nie umiałam się malować więc kredki do oczu, wymyślne eyelinery zbierają kurz na półce. Czasami zdarza mi się pomalować mocniej oczy na jakieś wyjście ale i tak jest to malowanie ‘minimalne’.



Jeśli chodzi o pielęgnację skóry wspólnym ulubieńcem nadal pozostaje krem z Fitomedu. Świetnie nawilża, nie zatyka porów i ma całkiem niezły skład. Szczerze polecam. Możecie go kupić praktycznie w każdym sklepie zielarskim lub na stronie internetowej.



Dwa mini pudełeczka to testery podkładów z Annabelle Minerals. Zamówiłyśmy z koleżankami i żadna w tej chwili nie jest zawiedziona. Ładnie kryją, są wydajne i nie obciążają skóry, zapewniają świeży, naturalny wygląd bez efektu maski. Annabelle Minerals  proponuje w tej chwili 57 odcieni (wybór jest ogromny). Do głównych zalet powyższych podkładów można zaliczyć ochronę przed UVA i UVB, niestosowanie ich na zwierzętach, minimalny skład (tylko 4 składniki), 100 % składników mineralnych; nie zawierają parabenów, silikonów, parafiny ani składników GMO. Można zamówić pełną wersję, jeśli ktoś jest pewny działania i odcienia. Ja zamawiałam pierwszy raz dlatego skusiłam się na dwa odcienie matujące, które w tej chwili dowolnie mogę ze sobą mieszać.
Do ust stosuję peeling cukrowy (2-3 x w tygodniu) a następnie nakładam balsam do ust z Alterry.

 Z innych naturalnych sposobów skuteczny jest np. miód. Świetnie nawilża skórę i poprzez przyśpieszenie krążenia,  peeling nadaje ustom ładny, zdrowy koloryt.
Jeśli miałabym wybrać jeden produkt do makijażu bez wątpienia byłaby to zalotka. Dzięki niej, używanie tuszu do rzęs zredukowałam praktycznie do minimum. Zalotka jest praktycznym dodatkiem dla dziewczyn, które mają długie, proste rzęsy.
Po prawej rzęsy podkręcone zalotką
 Ja swoją kupiłam za 1 zł na allegro i służy mi już kilka dobrych miesięcy. Mały trik, a spojrzenie nabiera blasku. Pamiętać należy tylko o regularnej zmianie gumeczek. W innym przypadku może niszczyć nam rzęsy.
Po lewej rzęsy podkręcone zalotką

Nowością w kosmetyczce jest bezzapachowy puder ryżowy z Ecocery. Dużym plusem jest skład: nie zawiera parabenów oraz talku. Stanowi wykończenie (o ile można użyć tego słowa, jeśli praktycznie się nie maluję) mojego makijażu. Mam cerę mieszaną ze skłonnością do przetłuszczania i świecenia okolicy T więc na okolice czoła, puder jest niezastąpiony. Konsystencja przypomina mąkę ale nałożony na skórę szybko wchłania się nie pozostawiając śladów. Efektu matu się utrzymuje do kilku godzin.

Jestem pewna, że z podanych wyżej produktów już nie zrezygnuję. W tej chwili oczyszczam się od wewnątrz piciem drożdży (1/3 kostki zalewam wrzątkiem i piję od ponad 2 tygodni). Obyło się bez wysypu, który może pojawić się na początku kuracji a skóra jest w dobrym stanie. Małe niespodzianki pojawiają się jedynie w zależności od cyklu miesiączkowego ale to wszystko w tej chwili jest do opanowania za pomocą naturalnych produktów.


Emila także wybrała swoich ulubieńców (oprócz podkładu mineralnego Anabelle Minerals oraz kremu z Fitomedu) został nim eyeliner z firmy Wibo. „Jestem osobą, która nie wyobraża sobie makijażu bez kreski." Za co polubiłam ten produkt? Konsystencja i pędzelek tworzą naprawdę idealną kreskę, która utrzymuje się wiele godzin. Eyeliner nie rozmazuje się na powiece. Głęboka czerń świetnie podkreśla makijaż oczu.
Ostatnim z moich pielęgnacyjno – makijażowych hitów jest matowa pomadka z Lovely. Utrzymuje się na ustach kilka godzin. Ładny, trwały efekt tworzy z zastosowaniem konturówki, ale bez jej użycia również utrzymuje się dość długo na ustach tworząc idealne matowe wykończenie.
Jak widzicie, każdy z nas ma inne upodobania i wymagania skóry. W naszym przypadku jednogłośnie ulubieńcami został krem z Fitomedu oraz podkłady mineralne z Annabelle.  Tworzenie takich rankingów pozwala w pewien sposób ograniczyć  liczbę kosmetyków,  które mamy. Daje szansę posegregowania własnej kosmetyczki z produktów bez których nie potrafimy żyć a produktów, które zajmują bezcelowa miejsca. Więcej informacji o skutecznej redukcji kosmetyków pisałyśmy w tym poście KLIK.



poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Minimalistka w erze konsumpcjonizmu - skuteczne rady na ograniczenie liczby kosmetyków.

Według badań Agencji Informacyjnej Newseria Lifestyle na zakupoholizm w Polsce cierpi 2-5 % społeczeństwa.Stawiam w ciemno, że w tej grupie zdecydowanie przeważają kobiety i ich uzależnienie od masy kosmetyków do pielęgnacji, makijażu, ubrań itp. Nie można popadać w skrajność bo dużo jest kobiet, które kupują pod wpływem impulsu, okazji ale nie jest to typowy zakupoholizm. Każda z nas lubi trafić na wyprzedaże czy dodatkowe promocje. Istotne jest, aby do takich zakupów podejść z głową i rozsądnie je sobie zaplanować. 

Jeśli chodzi o mnie, nigdy nie miałam rozrzutnej ręki ale czasami zdarzało mi się kupować coś pod wpływem chwili, ładnego opakowania, dodatkowej zniżki. Tak boom na zakupy dopadł mnie w chwili gdy stałam się włosomaniaczką (kilka lat temu). Trafiłam na bloga Anwen (pewnie znacie to też z własnego doświadczenia) i kupowałam jednocześnie kilka odżywek, maski itp.  Prawda jest taka, że stosując kilka rzeczy naraz nie byłam w stanie wyłapać jak pojedynczo wpływały na stan włosów. W tej chwili mocno to ograniczam za pomocą kilku sposobów.

1)      Planowanie listy zakupów.
Przed zakupem zaplanuj listę produktów, których potrzebujesz. Czy potrzebny Ci jest kolejny lakier do paznokci w prawie identycznym odcieniu czy maska do włosów, kiedy na półce zostaje jeszcze kilka podobnych produktów? Flow sklepowe najczęściej jest tak rozplanowane abyśmy przespacerowały się po całym sklepie zanim znajdziemy to co potrzebujemy, jednocześnie trafiając na „rewelacyjne” rabaty. Przygotowana lista pozwala poczuć nam się pewniej i w znacznym stopniu redukuje liczbę kupionych produktów.

2)      Sprawdzanie opinii np. na KWC.
Przed zakupem sprawdź opinie np. na stronie KWC (Kosmetyk Wszech Czasów) lub na różnych blogach. Pomijam wpisy sponsorowane ale w tej chwili niektóre produkty są opisane w taki rzetelny i profesjonalny sposób, że jestem w stanie uwierzyć, że dana osoba wie co pisze i potrafi wyłuskać wady.

3)      Odrzucanie sugestii tj. reklama, opakowanie itp.
Odrzucamy wizję reklamy, ładnego opakowania, zapachu i wizji producenta. To wszystko właściwie nie jest dla nas teraz ważne. Jedynym istotnym aspektem jest SKŁAD. Nic poza tym. Dobry skład to krótki opis. Z reguły są umieszczone w pozycji od największego stężenia do najmniejszego. Utarło się stwierdzenie, że składniki umieszczone za zapachem (perfum) występuje w kosmetyku w znacznie znikomej ilości.

4)      Denkowanie produktów.
Na wielu blogach pojawiają się cykliczne akcje o zużywaniu produktów. Można założyć sobie np. miesiąc lub kilka tygodni na wykorzystanie produktów, których mamy za dużo. Niektórych motywuje samo przyłączenie się do aukcji, inni fotografują zużyte produkty. Zależy co na kogo działa.

5)      Prowadzenie zapisu wydatków np. w Excelu.
Po miesiącu podliczenie kwoty co poniektórych może przyprawić o drżenie serca i skutecznie zachęcić do planowania rozsądnych zakupów.

Sama idea minimalizmu nie polega na tym, że od dziś wyrzucamy większość produktów, które posiadamy. Z pewnością jednak znajdą się kosmetyki bez których możemy się obejść. Jak we wszystkim zalecany jest złoty środek. Mamy jedynie o tyle trudniejszą sytuację, że żyjemy w erze szeroko pojętego konsumpcjonizmu, gdzie wmawiane jest nam, że więcej znaczy lepiej.